Pierwsze wrażenia - Ameryka większa w każdym wymiarze
Sam lot trwał 9 godzin, ale na szczęście obok mnie siedziała przesympatyczna pani, która pracuje na lotnisku. Rozmowa z nią sprawiła, że czas szybko minął. Po wylądowaniu na JFK poczułem, że wjechałem do innego świata. Odprawa poszła sprawnie - tylko jedno pytanie o cel podróży, szybki skan odcisków palców i już byłem oficjalnie w USA.Od razu rzuciło mi się w oczy, że wszystko jest większe - od szerokich pasów jezdni, przez samochody przypominające małe autobusy, aż po same budynki. W drodze do Stamford udało mi się zobaczyć Bronx i panoramę Manhattanu - dla mnie to było jak żywa pocztówka. A już pierwszego wieczoru wyskoczyliśmy na spacer po Stamford i zaczęliśmy robić zdjęcia kolorowych świnek rozstawionych po całym mieście.
Nowy Jork i okolice
Nie będę ukrywał - Nowy Jork zrobił na mnie ogromne wrażenie. Dolny Manhattan z 9/11 Memorial, Wall Street, grobem Hamiltona i Elizy, tacos z Los Tacos No.1 - to dla mnie totalny hit. Bycie w miejscu, które znałem z filmów czy musicalu, to uczucie nie do podrobienia.Sam Manhattan to po prostu potęga - tłum ludzi, setki świateł, dźwięków i zapachów. Widok z The Summit zostanie ze mną na zawsze - panorama, której się nie zapomina. Times Square to czyste szaleństwo, a MoMA i MoNH to uczta dla umysłu.
Central Park? Idealne miejsce, żeby na chwilę złapać oddech. Do tego pizza, sushi (tak dobre, że nie ogarnąłem, jak można zjeść tyle na raz), i Candy Shop z legendarną colą i lodami - najlepsze połączenie jakie mogę sobie wyobrazić.
Hamilton - spełnienie marzenia
Musical Hamilton - w reżyserii Lin-Manuela Mirandy, który jest jednocześnie autorem muzyki, jak i tekstów piosenek - zasługuje na osobny akapit (lub nawet wpis). Byłem przygotowany, że będzie super, ale to, co przeżyłem, przerosło moje oczekiwania. Jeszcze przed wejściem do teatru czułem ogromne podekscytowanie i szczęście - nie dowierzałem, że to się dzieje naprawdę.Kiedy spektakl się zaczął, poczułem ogromną podniosłość i motywację - historia Hamiltona i Burra była dla mnie lekcją o ambicjach, ryzyku i wyborach, które kształtują życie. Dopiero podczas przerwy uświadomiłem sobie, że rzeczywiście tu jestem. Na końcu pojawił się lekki smutek - zarówno przez samo zakończenie historii, jak i fakt, że ten niesamowity moment dobiegł końca. To doświadczenie będę pamiętał całe życie.
Sportowe emocje - Yankees na żywo
Kolejny punkt mecz Yankees. Atmosfera na stadionie była czymś zupełnie nowym. Kilka tysięcy osób, wspólne okrzyki "Back to Seattle" i "Let's go Yankees", ogromna energia i to poczucie, że jesteś częścią czegoś wielkiego. Sam mecz przez większość czasu był spokojny, ale końcówka... totalny zwrot akcji, Yankees wygrali 6:5, a ja czułem się, jakbym był na finałach mistrzostw świata.Rollercoastery, wodospady i inne niespodzianki
Nie zabrakło też wypadów poza Nowy Jork. Boston to miasto z zupełnie inną atmosferą - spokojniejsze, bardziej historyczne, dające oddech po zgiełku Manhattanu.A potem Niagara... powiem tylko jedno: zdjęcia nie oddają tego, co się czuje na miejscu. Z bliska wodospad był gigantyczny - aż trudno było mi uwierzyć, że to prawdziwe. Wejście pod wodospad to było jak naturalny prysznic (choć zimny 😅). Do tego widok z wieży po stronie kanadyjskiej i pokaz fajerwerków nad wodą - coś niesamowitego.
Dodatkowo zaliczyłem Six Flags w New Jersey - rollercoastery takie, że do dziś mam ciarki na plecach - oraz Ellis Island, gdzie znaleźliśmy dokumenty z nazwiskiem prawdopodobnie naszej prapraprababci. Takie niespodzianki to najlepsza część podróży.
Jedzenie w USA - test porcji XXL
Amerykańska kuchnia to osobny temat. Moje top 3?- Tacos z Los Tacos No.1 - pierwszy raz w życiu jadłem tacos i po prostu sztos.
- Sushi w Stamford - płacisz raz, jesz ile chcesz, a jakość świetna.
- Soda z lodami w Candy Shop - niby deser, a smak tak oryginalny, że trudno go porównać z czymkolwiek.
Rodzina - serce całego wyjazdu
Choć atrakcji było mnóstwo, to największą wartość miały dla mnie spotkania rodzinne. Mogłem zobaczyć moją Ciocię i Wujka, spędzić czas z kuzynami, ale też poznać dalszą rodzinę - Babcię (siostrę mojego dziadziusia) i jej dzieci. Nieważne, czy widzieliśmy się krótko, czy dłużej - każde spotkanie było dla mnie ważne. Dzięki Wam ten wyjazd był nie tylko turystyczny, ale też bardzo osobisty.Podsumowanie - co zostaje ze mną
Jeśli miałbym wskazać jedno doświadczenie, które zostanie ze mną na zawsze, to będzie to musical Hamilton. Do tego spacer po Manhattanie, kiedy mogłem poczuć klimat miasta na własnej skórze.Ten wyjazd sprawił, że teraz będę patrzył na Nowy Jork z ogromnym sentymentem - czy to oglądając film, czy widząc relację w telewizji. To już nie jest dla mnie tylko punkt na mapie, ale miejsce, z którym czuję się związany.